• Wpisów:104
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:2 dni temu
  • Licznik odwiedzin:11 017 / 175 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Dużo się działo w tym tygodniu.
Za sobą mam już 4 jazdy, w tym pierwsza była po placu a 3 po mieście. Jutro mam mieć kolejną jazdę a następnym razem pewnie pojadę do Włocławka.
W sobotę byłam na 18stce mojej koleżanki i było całkiem fajnie. Dużo się działo
Od wtorku miałam próbne matury i dziś na szczęście je skończyłam. Niektórzy jeszcze jutro piszą próbne z przedmiotów dodatkowych. Niby nie miałam od wtorku żadnych lekcji, ale czuję się naprawdę zmęczona.
Matma to była jedna wielka porażka. Operon dojebał po całości. Polski dało się przeżyć, a angielski to był całkiem spoko.
A tak poza tym, to cały czas do przodu. Wczoraj zamówiłam zaproszenia na 18stkę. Myślę, że może za tydzień w piątek już będą to wtedy rozdam je w poniedziałek
 

 
Pierwszą jazdę mam za sobą!
Szczerze mówiąc to myślałam, że będzie gorzej, że będę się bardziej stresować, a nie stresowałam się wcale.
Dzisiaj jeździłam sobie w kółko po takim placu; raz w lewo, raz w prawo, między pachołkami..
Może nie denerwuję się dlatego, że koło mnie siedzi instruktor, który mówi mi co mam robić no i ma hamulec.
Jutro kolejna jazda. Tym razem pewnie będę jeździć jakimiś polnymi drogami, albo nawet będę jeździła po mieście. Trzymajcie kciuki
 

 
Od razu o wiele lepiej! Tak jakoś radośniej Może i za oknem jest szaro i brzydko, ale u mnie na blogu świeci słońce i jest pięknie
 

 
Chyba czas trochę zmienić wygląd bloga na jakiś bardziej pozytywny >
 

 
Dobry wieczór, kochani
Ostatnio trochę zaniedbuję pingera, więc pora trochę to nadrobić.
Zacznę może od tego, że weekend miałam bardzo udany. W piątek zrobiłam sobie małe wagary. Miałam wstawać o 6 rano, żeby iść przez całe miasto do szkoły, potem ze szkoły pod pomnik i do kościoła, do którego i tak bym nie poszła? Bez sensu. Trochę się obawiałam, że jak cała klasa nie pójdzie, to mój wychowawca się wkurzy, ale dzisiaj mieliśmy z nim lekcje i o piątku nic nie wspominał.
W sobotę miałam mieć gości, więc w piątek mama wysłała mnie do biedronki i po ciasto. Jakoś o 11 przyszedł Karol i spędziłam z nim cały dzień. Byliśmy nawet na trochę u niego. Zostałabym tam do wieczora, gdyby nie to, że obiecaliśmy tacie, że poszukamy mu czegoś tam do samochodu w internecie i zamówimy. Karol siedział z moim tatą z 1,5 godziny, ale powiem szczerze, że był to bardzo przyjemny widok Dobrze widzieć, że się dogadują.
Moja mama zaprosiła Karola na sobotę. W sumie to miałam trochę inne plany, no ale co tam. W sobotę spotkaliśmy się na trochę z moją przyjaciółką a potem poszliśmy do mnie. Karol miał trochę stresa, ale później już było spoko. Pośmialiśmy się trochę. Mogłabym tak spędzać każdą sobotę.
Niedziela nie była jakaś nadzwyczajna, nie warto o niej mówić
Dziś z rana złapała mnie ''poniedziałkowa depresja''. Dodatkowo dobiło mnie to, że przecież miałam taki udany weekend, a teraz muszę siedzieć w szkole. Na szczęście trochę mi przeszło. Mam ciekawe plany na jakieś kolejne 3 weekendy Trzeba jakoś przetrwać ten listopad
 

 
Znowu zaczynam się czuć coraz gorzej
 

 
Moja nowa miłość
 

 
Dzisiejszy dzień był strasznie zalatany. Rano na cmentarz na mszę, potem szybki obiad, znowu na inny cmentarz.
Zmarzłam jak nie wiem co.
Jeszcze na dodatek każdy jest jakiś taki nerwowy, łącznie ze mną. Czekam na Karola żeby poprawił mi humor.
Zazdroszczę tym, którzy mają czwartek i piątek wolny. Ja niestety nie
 

 
Ostatnio czuję się dość samotna w szkole. Nie mam za bardzo z kim pogadać. Jedyne co to odliczam czas do końca lekcji. Właśnie w takie dni żałuję, że nie chodzę do jednej szkoły z moim chłopakiem i przyjaciółką. Wtedy już nigdy nie byłabym samotna. No chyba że zdarzyłoby się tak, że ich obojga by nie było.
Czas leci jak szalony. Ledwo zaczął się poniedziałek, a już jutro środa, 3 dni szkoły i znowu weekend. Niedługo zacznę kurs na prawo jazdy, potem pierwsza próbna matura, święta, 18stka, studniówki....oj będzie się działo.
Trochę się obawiam jak sobie z tym wszystkim poradzę
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
I znowu mamy piątek! Jak to dobrze, że jutro nie trzeba wstawać
Tydzień jak zwykle minął mi szybko, a dzisiejszy dzień to już w ogóle. Z racji tego, że jutro dzień nauczyciela to dzisiaj rozdawaliśmy kwiaty i takie tam. Lekcji praktycznie nie było.
Wkurzyłam się, bo mieliśmy iść z religii, a ostatecznie na nią poszliśmy. Co z tego, że wychowawca powiedział, że możemy iść do domu oraz nie było dziennika. Zawsze znajdzie się paru debili co pójdzie, a potem reszta idzie, no bo wiadomo, nikt nie chce mieć nieobecności. Jak już na wagary to całą klasą.
I tak nie było niczego ciekawego na tej religii, więc wciąż żałuję, że zostałam.
Po szkole spotkałam się z Karolem. Najpierw siedzieliśmy u mnie, a potem pojechaliśmy do niego. I było super.
Jego mama załatwiła mi takie witaminy. D3. Podobno na 'brak słońca', czyli coś dla mnie. Od początku września jak tak ciągle pada to czuję się przygnębiona, zdołowana, wiele razy mam wrażenie, że z niczym sobie nie daję rady, a jak wyjdzie trochę słońca to od razu mi lepiej.
Wzięłam dziś pierwszą tabletkę i nie wiem, czy to efekt placebo, ale czułam się o wiele lepiej. Tak normalnie. Miałam ochotę się wygłupiać, przytulać i całować. A ostatnio to momentami tak serdecznie miałam dość Karola, że nawet zastanawiałam się, czy to wszystko ma sens.
Głupia byłam. Oczywiście, że ma sens. Jak tylko sobie przypomnę jak dziś u niego leżeliśmy, jedliśmy pizzę i oglądaliśmy ''Big mouth'' to aż mi przykro, że wciąż u niego nie leżę. Nie robiliśmy niczego nadzwyczajnego, a jednocześnie było wyjątkowo. I chyba właśnie o to chodzi, żeby zwykłe rzeczy stawały się niezwykłe

Jutro robię pierwszy krok w stronę mojego prawa jazdy, mianowicie idę sobie zrobić zdjęcie do dowodu tymczasowego. W poniedziałek idę złożyć wniosek o dowód. Poczekam 3 do 4 tygodni aż przyjdzie, potem do lekarza, jeszcze raz do starostwa i idę się zapisać. Z jednej strony strasznie się cieszę, ale z drugiej strony się boję. No ale cóż, postanowione, pójdę na kurs teraz, żeby zdawać egzamin na starych zasadach. A ze szkołą jakoś sobie poradzę.
 

 
 

 
Prawie tydzień od ostatniego wpisu
Jak ten czas zapierdziela. Niedawno narzekałam na poniedziałek, a tu już mamy czwartek.
Było trochę zamierzania z moją 18stką, bo miała być 20 stycznia, ale jednak będzie robiona 6, bo jak moi rodzice mają płacić jakieś 30zł więcej za osobę (czyli ogólnie wychodzi tak ok. 1200zł) to po co? A tak to i mam swoją ulubioną panią kucharkę, i salę, na której chciałam mieć od samego początku. Problemem był jedynie DJ, ale już znalazłam kogoś nowego. Będzie to ten sam facet, co będzie u mnie na studniówce, także będę miała okazję go sprawdzić

Napisałam do mojego prywatnego psychologa, czyli do mojej przyjaciółki, żeby pomogła mi w jednej sprawie. Bo gdy już mam za dużo myśli w głowie i zaczynam trochę wariować, to ona zawsze mi pomaga. Spojrzy na to z boku i mi doradzi. W takich sytuacjach mam wrażenie, że zna mnie nawet lepiej niż ja sama. Dobrze jest mieć kogoś takiego koło siebie.

Pogoda za oknem nie rozpieszcza. Ciągle pada, wieje i jest okropnie zimno. Tak o to wygląda nasza złota, polska jesień

Dobra, czas zabrać się za naukę. Fizyka sama się nie ogarnie
 

 
Dzień dobry kochani
W końcu weekend. Nawet nie wiecie jak się cieszę.
Ten tydzień dał mi solidnie w kość, dlatego przyda mi się mała odskocznia od tego wszystkiego.
Z drugiej strony nie załamałam się kompletnie, tylko cały czas idę dalej. Bardzo pomocna przy tym była 5 z matmy, która podniosła mnie na duchu Wiele moich zmartwień dotyczyło właśnie szkoły, ocen i matury.
Jeszcze wczoraj okazało się, że moja studniówka będzie wtedy gdy moja 18stka, czyli muszę wszystko przekładać miesiąc do przodu. Bo tydzień wcześniej nie pasuje mojej cioci, która i tak już jedną imprezę przełożyła specjalnie żeby być na mojej 18stce. Potem studniówka Karola, potem kucharka jest zajęta, a nie ukrywam, że mi na niej zależy, bo jest świetna. Więc chyba urodziny będę wyprawiać 6 stycznia. Co z tego, że mam je dopiero w lutym Z jednej strony się cieszę, bo nie mogę się doczekać mojej 18stki. Ale z drugiej strony prezenty dostanę tak szybko Nie no, nie będę narzekać. Ważne, żeby mamie udało się zamówić salę na miesiąc wcześniej. No i potem muszę pisać do DJ'a czy ma wolny termin wtedy. Meh. Same zamieszanie. Gdybym wiedziała chociaż tydzień temu o tym to robiłabym 18stkę 20 stycznia.
W sumie to taka baba która wszędzie się wpierdala to na pewno już wiedziała Na samą myśl o niej gotuje się we mnie.
No cóż. Niedługo idę do szkoły. Wciąż nie mam artykułu na angielski. Miałam go dokończyć dziś rano, ale jak go przeczytałam to zdałam sobie sprawę z tego jaki jest beznadziejny. Muszę jakoś go przerobić, tylko jeszcze nie wiem jak. Żeby chociaż to miało ręce i nogi.
Godzina 8:40, czas się zbierać. Do następnego
 

 
Ja już powoli nie daję rady ze szkołą. Nie wiem w co ręce włożyć. Najbardziej martwi mnie to, że w czwartek mam sprawdzian z matmy i pewnie go zawalę. Na lekcjach jeszcze jako tako ogarniam co się dzieje, ale jak mam odrobić pracę domową to już jest gorzej.
Może trochę dramatyzuję? Z takim podejściem na pewno nie pójdzie mi dobrze. Podobno gdy jesteśmy zdołowani i mamy wrażenie, że nic nam się nie uda, to tak się dzieje przez nasz sposób myślenia. Nie wiem. Jakoś tak. Związane jest to z siłą przyciągania. Dość skomplikowany temat, ale powiem wam, że działa. Polecam obejrzeć film na yt na ten temat.
Poza tym pierwszy semestr zawsze jest jakiś zjebany. Zadania są trudne, sprawdziany jeszcze gorsze a oceny to porażka. A drugi semestr jest o niebo lepszy. I tematy łatwiejsze, i zadania jakoś lepiej wychodzą, i sprawdziany są łatwiejsze. Skoro przez poprzednie dwa lata tak było to podejrzewam, że w tym roku też tak będzie.
Obecnie siedzę i przeglądam internety, bo nie wiem, czy uczyć się, czy nie, czy co. Eh. To będzie najgorszy rok mojego życia.
 

 
Jestem zakochana w nowej Miley i z niecierpliwością czekam na płytę
 

 
Dzisiejszy dzień to jakaś porażka, serio. Nic mi nie wychodzi. Miejmy nadzieję, że jutro będzie lepiej.
Pójdę trochę pomóc tacie, bo potem będzie się czepiać jak mu nie pomogę. Może wieczorem będę mieć wenę na jakiś dłuższy post.
 

 
Bogu dzięki, że już jutro piątek. W końcu będę mogła odpocząć po całym tygodniu szkoły. Ale jeszcze zanim rozpocznę weekend muszę napisać sprawdzian z fizyki. Niby się nie boję, bo zaczęłam się na niego uczyć już ponad tydzień temu, ale boję się zadań, które będzie trzeba obliczyć, bo zdarza mi się robić głupie błędy. Chciałabym dostać 5, bo jednak sporo czasu poświęciłam na naukę.

Mam nadzieję, że w ten weekend uda mi się odpocząć, nie tak jak tydzień temu. Nauki nie mam nie wiadomo ile, więc będę mogła sobie pozwolić na troszkę słodkiego lenistwa.
Jutro po szkole widzę się z Karolem i spędzimy razem resztę wieczoru. Nie mogę się doczekać. W końcu będę miała go przez parę godzin tylko dla siebie. I nie będę musiała się wtedy niczym martwić.
 

 
Nigdy w życiu nie zrozumiem jednej rzeczy.
Gdy siedzę w szkole na lekcjach, to czas mi się dłuży. Chociaż w sumie zależy jaka to lekcja. Ale mimo wszystko dzień upływa jakoś w miarę szybko, nie mówiąc już o całym tygodniu. Jeszcze niedawno narzekałam w poniedziałek, że muszę wstać, że ciągle pada i kolejny tydzień przede mną, a tu jeszcze tylko dwa dni i weekend. Jak to możliwe?
 

 
tło idealnie pasujące do pogody za oknem
 

 
Nawet nie wiecie jak cholernie cieszę się z tego, że to mój ostatni rok w szkole.
Mamy połowę września, a już jest straszny zapierdol. No ale fakt, matura i takie tam, to jeszcze da się jakoś przeżyć.
Nie znoszę wstawać rano, zwłaszcza, gdy moje łóżko jest takie cieplutkie, a za oknem jest szaro i ciągle leje. Taka pogoda naprawdę dołuje.
Lecz chyba najbardziej w szkole nie cierpię tych wszystkich ludzi.
Nienawidzę odzywać się na lekcjach, bo zawsze się boję, że się pomylę, albo, że powiem coś głupiego. Dlatego przeważnie siedzę cicho.
A już najbardziej wkurwia mnie wf. No chyba nie ma drugiej takiej spierdolonej lekcji. I zanim niektórzy rzucą się na mnie z tekstami, że jestem jebanym leniem, że pewnie to mój jedyny wysiłek fizyczny w ciągu tygodnia to może wytłumaczę dlaczego tak bardzo nienawidzę wfu.
Otóż przez 99% wszystkich lekcji gramy albo w kosza, albo w siatkę. A ja, nie oszukujmy się, nie należę do najlepszych. Zawsze jestem wybierana jako ostatnia (albo prawie ostatnia). Staram się jak mogę, ale po prostu nie mam talentu do gier zespołowych i podczas gry zawsze się denerwuję, czekam na koniec i modlę się, żeby nikt nie podał do mnie piłki, bo jak coś spierdolę (a przeważnie tak jest) to wtedy te wszystkie ''profesjonalne'' zawodniczki patrzą na mnie jakbyśmy grały mecz o puchar świata a ja bym spieprzyła ostatnią akcję.
I tak jest od zawsze, odkąd pamiętam nienawidzę wf. O wiele bardziej wolę, gdy mamy jakieś ćwiczenia z gimnastyki albo aerobik. Wtedy nie mogę niczego zjebać.

Co do mojej klasy to...szału nie ma, dupy nie urywa. Chociaż i tak jest o wiele lepiej niż w gimnazjum. Lecz gdybym tylko mogła to połowę z nich bym wywaliła i byłoby o wiele lepiej. Najbardziej nienawidzę tzw. świętej trójcy, która wszystkim i wszystkimi się rządzi. Zawsze musi być tak jak one chcą.
Poza tym jestem osobą dosyć nieśmiałą i skrytą (do czasu aż się mnie lepiej pozna) więc trudno nawiązuje mi się nowe znajomości. 6 lat w jednej szkole robi swoje. Wszyscy mnie znają, ja znam wszystkich. Dlatego tak bardzo czekam aż wyjadę na studia z dala od tych wszystkich ludzi, ale przede wszystkim zmienię otoczenie. Czasami zmiany w życiu są potrzebne.
 

 
Oj kochani, chyba was dzisiaj zasypię wpisami,
tak mnie naszło jakoś.
Pora w końcu się ogarnąć i pójść coś zjeść
no i potem pouczyć się jeszcze trochę.
Lenistwo lenistwem, ale nie mogę sobie pozwalać na zbyt wiele. Poleżałam trochę, myślałam, że zasnę, ale jednak nie.
 

 
Nie chce mi się uczyć. Już dosyć się uczyłam dzisiaj. Fizykę w miarę ogarniam, a na angielskim liczę na szczęście (czyli przełożenie)
Aktualnie leżę na łóżku, słucham dołujących piosenek i trochę przymarzam.
No i właśnie moja przyjaciółka mi napisała, że zmarła mama jej koleżanki. Ja pierdole. Słyszałam kiedyś od mojej cioci, że jej mama na coś chorowała. Kurde, dziewczyny prawie nie znam, rozmawiałam z nią parę razy w życiu a i tak mi przykro. Nawet najgorszemu wrogowi tego nie życzę, chociaż wiem, że i tak każdego z nas kiedyś to spotka.
 

 
Czuję się okropnie.
Zamiast odpocząć w ten weekend to wręcz przeciwnie- miałam sporo nerwów i zmartwień.
Nie będę się o tym rozpisywać, chcę o tym zapomnieć.
W dodatku Karol jest chory i nie wiem kiedy się zobaczymy. Może w środę.
Ostatnio widzieliśmy się w piątek a czuję się tak jakbym go miesiąc nie widziała.
Jeszcze w piątek nie mogłam się nim nacieszyć, bo a to siedzieliśmy w kuchni z moją mamą i ciocią, a to jechaliśmy po Anię...
Naprawdę cholernie tęsknię za wakacjami, wtedy było idealnie.
Mam dosyć szkoły, nienawidzę tych wszystkich ludzi, jeszcze na dodatek ciągle pada i piździ za oknem. Meh, jakoś tak wszystko mi się zjebało.
 

 
9 dni bez żadnego wpisu? To chyba rekord..
3 klasa to nie przelewki. Dopiero dwa tygodnie szkoły a ja już czuję, że mam taki zapierdol że nie wiadomo w co ręce włożyć Ale jakoś daję radę.
Aktualnie to czekam za Karolem. Wieczorem będzie moja siostra. I chyba pójdę teraz coś zjeść.

W poniedziałek zamówiłam książki na francuski. Przelew doszedł we wtorek i myślałam, że dzisiaj już będą, a tymczasem na stronie cały czas pokazuje się komunikat ,,oczekiwanie na płatność przelewem bankowym'' i o co chodzi to ja nie wiem. Mama dzwoniła na infolinię, ale nie odbierają, więc napisałam do nich maila. Mam nadzieję, że niczego nie odjebałam i że np. przelew poszedł na inne konto. Niby robiłam go przy mamie, ale i tak się cykam, eh. Muszę poczekać aż mi odpiszą, ale trochę chujnia, bo chciałam mieć te książki na poniedziałek, bo w poniedziałek mam francuski. Myślałam, że przez tydzień mi przyjdą...dwa lata temu Ania mi zamawiała książki z tej samej strony (którą w sumie poleciła mi moja nauczycielka) i wszystko spoko, przyszły w 2-3 dni bodajże, a teraz? Nie wiem, zaczynam się trochę martwić.
 

 
Co do imprezy to...była zajebista. Serio. Muzyka dobra (chociaż zespół grał czasami jakieś smęty) ale i tak było świetnie. Impreza trwała do 5. Jak kładłam się spać to było jasno XD
Spałam trochę ponad 5 godzin i w ogóle nie odczuwałam zmęczenia. Nawet głowa mnie nie bolała.
Niedziela minęła mi niemiłosiernie szybko. Zjadłam obiad, pojechałam do kościoła, potem z mamą na zakupy. Kupiłam bluzkę, koszulę i spódniczkę. Zanim doszłam do domu to Karol już u mnie był. Szybko ogarnęłam w pokoju, wzięłam prysznic i resztę wieczoru spędziliśmy razem.
Jak na złość nie mogłam zasnąć. Jak kładłam się do łóżka było po 23, potem jak spoglądałam na zegarek było po północy. I przebudziłam się przed 5, chociaż miałam budzik ustawiony na 7 i już nie poszłam spać.
Na rozpoczęciu nic takiego się nie działo. Nowy plan, nowe łazienki w szkole i tyle. Godzina i było po wszystkim.
Poszłam po Karola i mieliśmy iść na pizzę, ale było trochę za wcześnie. Poszłam do sklepu po leginsy na wf no i zanim obeszliśmy to już było po 11. Ludzi było mnóstwo, musieliśmy czekać 40 minut, ale się doczekaliśmy. Po pizzy poszliśmy do mnie.
Jakoś popołudniu zaczął boleć mnie żołądek. Potem jeszcze zjadłam obiad. Myślałam, że to z przejedzenia. Wieczorem wypiłam miętową herbatę i było spoko.
Dwa pierwsze dni szkoły jakoś minęły. Wczoraj było gorzej niż dzisiaj. Powoli się przyzwyczaję.
Niestety moje problemy z żołądkiem się nie skończyły. Trzeci dzień z rzędu jakoś popołudniu mnie boli. Od czego? Sama nie wiem. Z początku myślałam, że pizza mi zaszkodziła, ale kurde, jadłam ją w poniedziałek a dziś środa. Jutro rano wybieram się do lekarza. Dobre jest to, że ominie mnie wf Tak czy siak musiałabym się zwolnić żeby iść jutro do lekarza, więc wolę jednak nie iść od rana na wf i załatwić to szybciej, niż cały dzień się martwić i dopiero popołudniu iść.
Miejmy nadzieję, że nie będę zmuszona iść na gastroskopię
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Zauważyłam ostatnio, że im bliżej do końca wakacji, tym czas mi szybciej mija.
Dziś spotkałam się z moją przyjaciółką. Posiedziałyśmy, pogadałyśmy i było bardzo fajnie. Widać po niej, że całkiem dobrze trzyma się po rozstaniu.Może mi się tylko tak wydaje, chociaż gdyby było źle to przecież by mi powiedziała.
W sumie to nie ma za kim płakać. Odkąd się rozstali to nawet się nie odezwał, a gdyby mu zależało to już dawno by do niej przyjechał i próbował to naprawić.
Ostatnie dni wakacji mam już raczej zaplanowane. Jutro widzę się z Karolem, w piątek posprzątam w domu i wieczorem może też do mnie przyjedzie. W końcu trzeba wykorzystać te ostatnie chwile wolności.
W sobotę idę na 18stkę koleżanki. Niby nie chciało mi się iść (jak na każdą imprezę) ale teraz jestem ciekawa co będzie się działo. No i nareszcie zobaczę się z Dominiką. Jezu, ile ja jej nie widziałam. Wyszalejemy się za całe wakacje
W niedzielę pewnie nie będę odsypiać, bo po każdej imprezie mój mózg uznaje, że 5 czy 6 godzin snu to wystarczająco, więc będę trupem. Chociaż nie nastawiajmy się z góry, że się nie wyśpię. Jakby nie patrzeć to jeszcze będą wakacje, a w wakacje przyzwyczaiłam się spać nawet 9 czy 10 godzin Popołudniu pewnie pojadę do kościoła z Karolem i wieczorem posiedzimy u mnie. A potem to już wcześniej spać, żeby wstać na rozpoczęcie...meh

Chyba jutro albo pojutrze napiszę posta z podsumowaniem całych wakacji
 

 
Jeszcze nie do końca wiem jak będzie wyglądać dzisiejszy dzień. Za oknem pięknie; niebo bezchmurne, świeci słońce. Ciekawe jak naprawdę jest na dworzu. Przez te słońce wydaje mi się, że jest ciepło, ale może to tylko złudzenie.
Nie chcę kolejnego dnia spędzić w domu grając w simsy. Są dwie opcje: albo zobaczę się z przyjaciółką, albo pojadę do Karola. Szczerze mówiąc wolałabym opcję pierwszą. To ta sama przyjaciółka, która rozstała się przedwczoraj z chłopakiem. Chciałabym z nią porozmawiać, spytać jak sobie radzi, czy pisał jeszcze coś do niej i takie tam. Rozmowa przez fejsa to nie to samo. A tak to usiądziemy, zrobię kawę i na spokojnie porozmawiamy.
Napisałam do niej ale póki co jeszcze nie odpisała. No cóż, mam nadzieję, że jak nie dzisiaj to jeszcze w tym tygodniu uda nam się spotkać, bo potem to zacznie się szkoła i już nie będziemy miały tyle czasu.

Zaczęłam się powoli przestawiać jeśli chodzi o chodzenie spać i wstawanie. Wczoraj wstałam o 7, dzisiaj o 7:30. Niestety jeszcze nie zaczęłam chodzić wcześniej spać, wciąż chodzę o 24. No ale dobra, przyjdzie szkoła to sama się jakoś przestawię.

Minusem tak wczesnego wstawania w wakacje jest to, że nie mam z kim popisać. Tak to gdy wstawałam po 9 a czasami nawet po 10 to zjadłam śniadanie, coś pooglądałam w telewizji i potem już Karol wstawał więc mogłam z nim pisać. A tak to nie wiem. Jak za godzinę wstanie to będzie dobrze.
Jak na chwilę obecną to chyba tyle. Pójdę zobaczyć czy jest ciepła woda i jak będzie to się wykąpię. W końcu tak czy siak z kimś się dzisiaj spotkam, więc wypadałoby trochę się ogarnąć.
 

 
Moja przyjaciółka dziś rozstała się z chłopakiem. Uważam, że podjęła dobrą decyzję. Powinna znaleźć sobie kogoś, kto będzie bardziej do niej pasował no i przede wszystkim bardziej się o nią starał.
Z drugiej strony nie wyobrażam sobie tego jak musi być jej ciężko, w końcu za parę dni mieliby drugą rocznicę. Przez dwa lata był obecny jej w życiu, a teraz tak nagle go nie będzie.
Wiem, że da sobie radę oraz że kiedyś pozna wspaniałego chłopaka. Dobrze wie o tym, że może na mnie liczyć, że zawsze może mi się wygadać. Planujemy niedługo się spotkać. Jutro, może pojutrze. Rozmowa na żywo pomoże jej o wiele bardziej niż rozmowa przez fejsa.